• Zadzwoń, napisz e-mail lub skotaktuj się przez formularz kontaktowy

Legendy o gminie Ciepłowody

LEGENDA  O KOBYLEJ GŁOWIE                               Grzegorz Strama

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w niewielkiej kaszteli

na Śląsku żył sobie pewien młodzieniec. Nie był to zwykły chłopak, ale prawdziwy śląski

książę - Henryk, książę Ziębicki. Ulubionym zajęciem młodego władcy były polowania i to nie na byle szaraka, ale na prawdziwego brunatnego niedźwiedzia.

Pewnego razu książę Henryk dosiadłszy swojej wspaniałej klaczy Mgiełki udał się  na samotne polowanie. Po długim okresie wyczekiwania na zwierzynę znużony Henryk usnął pod wielkim dębem. Wtem jakiś trzask zbudził młodzieńca i przed jego oczami pojawił się wielki niedźwiedź. Ku wielkiemu przerażeniu książę spostrzegł, że broń zostawił przy ognisku. Wiedział, że nie może zwlekać z atakiem na zwierza, gdyż taka bestia, jeśli wyczuje, że ma przewagę nad przeciwnikiem, momentalnie atakuje. Henryk rzucił się bezbronny na niedźwiedzia, ale - co było do przewidzenia - miś powalił go na ziemię i podniósł łapę, by zadać ostateczny cios. Gdy wydawało się że, to koniec, coś odwróciło uwagę niedźwiedzia. To wierna Mgiełka zaczęła go kopać i gryźć. Henryk uwolniwszy się ze śmiertelnego ucisku dobiegł do ogniska i chwycił za topór. Jednym ciosem powalił niedźwiedzia. Niestety jego  wspaniała klacz okazała się być ranna w głowę. Książę sprowadził najlepszych medyków i na szczęście klacz udało się ją uratować. Książę Henryk wdzięczny za uratowanie życia kazał wybudować na cześć konia wieś niedaleko miejsca tego zdarzenia. Nazwał ją Kobyły Głowa, ale z czasem zaczęto ją nazywać Kobyla Głowa. Taka nazwa funkcjonuje do dziś.

  • Linki społecznościowe